wtorek, 9 czerwca 2009

A było już tak pięknie...

Od trzech tygodni pogoda jest beznadziejna, a ja czuję się wyjątkowo źle. Do tego jest coraz mniej dobrze, jak na razie. Niezależnie od moich wysiłków, sprawy obracają się przeciwko mnie. Sprawdza się powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Ale sprawdza się też powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie sztuka śmiać się z kimś w momencie, kiedy wszystko się układa. Sztuką jest dopiero towarzyszenie w tych trudnych momentach, wspieranie, pomoc i wzięcie na siebie odpowiedzialności za relację.

Deszcz pokrzyżował mi też dzisiejsze plany zakupowe. Zdążyłam zaopatrzyć się w rajstopy i zajrzeć do Trafficu po plan Berlina, Politykę i prezent dla Kasi. Jakoś tak się dziwnie składa, że chociaż nie przepadam sama za Masłowską, to ludzie chcą ją w prezencie i chcąc nie chcąc, kupuję, by sprawić im przyjemność. A mi sprawia przyjemność dawanie oczekiwanego prezentu. Najlepiej, jeśli jest jeszcze własnoręcznie zrobiony.

Ulewa dopadła mnie pod spożywczakiem. Chcąc dotrzeć do domu, musiałam przejść przez deszcz. Teraz też leje. Prognozy, do tej pory dobre, nagle się dzisiaj wszystkie zrąbały. W Berlinie będziemy mieć istny mokry syf. Z pogodą jak z recesją. Nawet wybitni eksperci nie potrafią powiedzieć nic mądrego na jej temat.

Ostatnio chodzi za mną bardzo stary kawałek Bartosiewicz, "Siedem mórz, siedem lądów":
Siedem mórz, siedem lądów
W najdłuższą z wszystkich dróg
Wysłał mnie zmęczony światem Bóg
A jeśli długo mnie nie będzie
Zaginie o mnie słuch
Znajdziesz mnie na jednej
Z mlecznych dróg...

7 komentarze:

eliasz pisze...

Słuchanie ponurych kawałków Joy Division w sytuacji spadku nastroju jest zdecydowanie wbrew ignacjańskiej maksymie "agere contra" (nie mówiąc już o kwestii pożytku ze słuchania tego typu muzyki w ogóle). Raczej zatem starałbym się na Twoim miejscu "odbić się" od tego, co zewnętrznie sprzyja przygnębieniu. Zła pogoda - rzecz wiadoma - potrafi nieco ujemnie "cisnąć" na psyche, z drugiej jednak strony, czyż dla dziecka Bożego, jakim jesteś, to nie jakaś uwłaczająca godności niewola, podlegać zmiennym wpływom pogody, albo poddawać się melancholijnym nastrojom wobec przeciwności życiowych? Czy to nie sygnał, że warto poszukać bardziej wewnętrznej, trwałszej i niezależnej od zewnętrznych przemian podstawy dla swojego samopoczucia, tej głębszej radości, o której mówią słowa "skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan"? A wtedy i cała reszta problemów odzyska swoje właściwe i bardziej obiektywne proporcje. "Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was." (1P 5,7)

Anonimowy pisze...

Proponuję zmienić towarzyszkę wędrówek i poszukiwań, z Edyty na Kasię Kowalską:))))

"Coś optymistycznego"

Chociaż raz sobą bądź na tyle
By pokazać na co cię stać
Chociaż raz pozwól mi usłyszeć
Że zależy Ci właśnie na mnie

Już nie obawiaj się swoich pragnień
To, że wierzę, to że oddam siebie
Musi działać i działa na mnie

To nie czas nie ma co stąd iść
Dla mnie bądź z Tobą mi lżej
Tak dawno chciałam Cię znać
Sobą bądź z Tobą być najlepiej jest
Wierzyć w nas zaczynam wierzyć w nas


Pzdr.

andalo pisze...

@Eliasz
A czytałeś Księgę Hioba? Proponuję przyjrzeć się postawom przyjaciół Hioba raz jeszcze i zobaczyć, co dzieje się później.

@Anonimowy
A czemu akurat tak?

eliasz pisze...

@Andalo

Czytałem, ale Twoja analogia wydaje mi się nieco naciągana. Przedmiotem dysputy Hioba z przyjaciółmi jest to, czy nieszczęścia, które go spotkały, są karą za jego grzech, czy też, jak twierdzi on sam, cierpi on niewinnie. Oczywiście rację ma Hiob, będący typem niewinnie cierpiącego Chrystusa. Tymczasem ja nie twierdzę, że jakiś bliżej mi nieznany niekorzystny obrót spraw w Twoim życiu jest przez Ciebie zawiniony. Chodzi mi tylko o to, że niepotrzebnie "dokładasz" sobie, np. słuchając dołujących kawałków. Mówię z doświadczenia, bo kiedyś robiłem podobnie (Joy Division, Bauhaus, The Cure, Dead Can Dance itp.). Poza tym, może się mylę, nie wiedząc wszystkiego, ale wydaje mi się, że jednak jest spora różnica skali pomiędzy tym, co spotkało Hioba, a tym, co spotyka Ciebie (np. zła pogoda). Wreszcie, czy sytuacja nas, którzy w Chrystusie jeteśmy przybranymi dziećmi Bożymi, prowadzonymi przez Ducha Świętego, nie jest jednak nieco inna, korzystniejsza, niż postaci starotestamentalnych? Czy św. Paweł nie uczy nas, aby unikać "złego smutku tego świata", który sprawia śmierć? Czy nie mówi, że "raduje się pośród cierpień"? Czy nie uczy "zawsze się radujcie, za wszystko dziękujcie"?

andalo pisze...

@Eliasz
Nie wiesz, co się naprawdę dzieje i czego dotyczą złe informacje. Takiej muzyki słucham, jaki mam nastrój. A ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję w takiej sytuacji to wykład światopoglądowy i tzw. dobre rady - a tak odebrałam Twoje ostatnie komentarze. To samo nie przydawało się też Hiobowi ze strony jego wierzących przyjaciół - nawet dobrze mu życzących - bo jego odpowiedź wiary to była sprawa pomiędzy nim a Bogiem. I tak jest też w moim przypadku.

eliasz pisze...

@Andalo

Ok, przyznaję się do mentorstwa.

Postaram się nie narzucać Ci się więcej z niechcianymi radami.

Dla mnie słuchanie dołującej kapeli, której lider skończył samobójstwem, jest po prostu niepotrzebnym zatruwaniem własnej duszy - dlatego ja takich treści unikam.

A Ty rób, jak uważasz.

andalo pisze...

@Eliasz
Ale ciekawie byłoby dowiedzieć się, jak Ty radzisz sobie sam w trudnych sytuacjach. Takich, że grunt usuwa Ci się spod nóg. W jaki sposób wiara jest wtedy dla Ciebie oparciem. Tego mi prawdę mówiąc, brakuje.
To, że lider kapeli popełnił samobójstwo, nie oznacza od razu, że muszę pójść jego śladem. Dla mnie to, czego słucham, jest raczej odzwierciedleniem własnego stanu ducha, niż zachętą albo wskazówką. Kiedy mam lepszy humor, sięgam po pogodniejsze rzeczy. Dyskutowałam kiedyś z kolegą, czy chrześcijaństwo powinno nas nakłaniać do wyboru takiej a nie innej muzyki. Zwłaszcza, jeśli wykonawcy niekoniecznie zgadzają się z naszymi poglądami. I doszliśmy do wniosku, że niekoniecznie, bo można popaść w faryzeizm, zbyt ścisłe i rygorystyczne trzymanie się litery Prawa. A przecież to nie o to chodzi.