20 lat temu pierwsze wolne wybory (dzisiaj ludzie po mieście chodzili obrandowani małymi naklejkami, nie wiem, skąd je mieli). Nie pamiętam samego dnia wyborów. Wydaje mi się, że świeciło słońce. Być może któreś z rodziców siedziało w komisji. Wcześniej Tato angażował się w kampanię wyborczą, roznosząc ulotki kandydatów solidarnościowych po ulicach Olsztyna. My, piątoklasiści, odbieraliśmy tę podniosłą atmosferę towarzyszącą zmianom ustrojowym, na swój sposób. Przynosiliśmy z klubu (wiejski odpowiednik saloniku prasowego) plakaty pozostawione tam przez sztaby wyborcze i przerabialiśmy "kandydata na posła" na "kandydata na osła" czy też staraliśmy się go upiększyć przy pomocy technik bardziej prymitywnych niż Photoshop. Plakaty nadawały się też do robienia z nich długich rurek, którymi można się potem było tłuc. Tak spontanicznie uczyliśmy się demokracji. O wiele bardziej pamiętam Okrągły Stół. Rozpoczęcie obrad i moja rodzina przesiadująca przed telewizorem podczas transmisji. Przesiadywałam razem z nimi, gdyż akurat były ferie. Niewiele z tego rozumiałam, ale udało mi się zrobić na drutach długaśny szalik.
Pogoda. Już drugi tydzień jest paskudnie, czemu towarzyszy moje bardzo złe samopoczucie. Dzisiaj na przykład zwlokłam się z łóżka dopiero po ósmej, a gdyby można było, to bym jeszcze pospała. I nic nie zapowiada, że to się zmieni. Błe. Nasz kurs biżuterii przenosi się z SDK do centrum - panie będą go organizować w siedzibie swojego sklepu. Będzie drożej, ale obiecują, że udostępnią więcej materiałów, zwłaszcza tych bardzo drogich. Mogą też wystawiać faktury, przez co z kolei ja mogę dokonywać większych odliczeń (i bardzo dobrze).
Fabrycznie wykańczam trudne rzeczy wymagające większego skupienia i praktycznie nie wystawiam nosa zza komputera. Jedyna rzecz, jaka jest mnie w stanie oderwać, to obiad ze stałą wesołą ekipą obiadową. Wczoraj poszliśmy też na kręgle fabryczne. W galmoku zebrała się spora reprezentacja Igloo plus nieliczni reprezentanci Żółtego Klocka. Ze względu na kręgosłup, nie grałam, ale za to powstała dokumentacja zdjęciowa wieczoru. Aparat to dobra rzecz. Można się odizolować, a równocześnie pobyć z ludźmi i jeszcze dla nich coś zrobić. Jutrzejszy dzień mam z kolei wolny (wyjazd do Koziczek). Mam też już bilety do Berlina na przyszły tydzień (i mam także coraz większy Reisefieber).
…
6 godz. temu


12 komentarze:
:)))
Tajemniczy, szlenie podstępny:) wirus, chociaż...w Częstochowie jest/było? biuro podróży o tak perspektywicznej nazwie:), mieściło się przy ulicy Wolności:)
Może jakieś pozytywne dźwięki zadziałają? np. Alphaville "Summer in Berlin":)
"This days an invitation
And its just for you
Youve got a reservation
For the 17th of june
Open your eyes and let the sun break in for a while
There may be something that youve never seen inside
Feel how your heart beats like a
Heavy machine
The sound of the traffic is like a
Silent dream
The dust in the park, the exhaust from the cars
Ascends in that heated afternoon
You touch a sweaty body
Summer in berlin, its alright
The day feel so tired from the led in the air and the fire in the sky
Life seemed to be a fault of grace but its okay
It gave you a kiss in the middle of the crossroads
Summer in berlin, its alright
The heat of the sun which is stored in the pavement feels so fine
Here stands the innocent and there it comes oh so wild
Thats when youre longing for a summer by the wall
Summer in berlin, its okay".
Pozdrawiam łikendowo:)
Witaj!
Dzisiaj nieco dokładniej przejrzałem Twojego bloga, który swego czasu budził we mnie dość spory sceptycyzm, jako że pod pewnymi względami znajdujemy się na ideologicznych "antypodach" - powiedzmy, że Ty plasujesz się w nurcie "postępowym" (vide Congar itp.), podczas gdy ja w obozie koserwatywnym i "anty-modernistycznym" (vide "Spustoszona winnica" v. Hildebrandta itp.). I po tym dokładniejszym przyjrzeniu się widzę jednak niejedną wspólną płaszczyznę, na której dałoby się porozumieć. Z zamiłowaniem do OP na pierwszym miejscu, w dalszej kolejności zaś na podstawie kryterium geograficznego (Służew i tamtejsze Sanktuarium MB Różańcowej mnie także jest bliskie, jako że od mniej więcej dwóch lat związany jestem - na razie nieformalnie z tamtejszą fraternią III Zakonu Dominikańskiego), a nawet "branżowego", jako że należę do kasty programistów aplikacji internetowych. Jest też wspólna płaszczyzna Forum Frondy, na której swego czasu z Agą W i Brawariem zakładaliśmy "inkwizycję" tropiącą treści sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Proponuję zatem taki wewnątrz-dominikański "ekumenizm", który oczywiście nie będzie unikał trudnych kwestii, w których się różnimy (np. ja mimo, że nie jestem "starym dziadkiem" - nie mam jeszcze 40, też wojuję z siedzącymi na Mszy św. z jedną nogą założoną na drugą - nie licuje to jak dla mnie ze czcią należną Bogu). Rysującą się wewnątrz Trzeciego Zakonu nieraz dość ostrą opozycję między zwolennikami "tradycji" i zwolennikami "zmian" (z moją fraternią jako typowym przykładem pierwszej opcji i Twoją - swego czasu - Szkołą Wiary znajdującą się w tym drugim nurcie) chciałbym traktować nie jako barykadę, za którą znajdują się "wrogowie", do których należy wyłącznie "strzelać", ale jako sytuację dającą mimo wszystko szansę dogadania się w oparciu o wspólny bądź-co-bądź fundament, jakim jest Chrystus i jego trwający od 2000 lat Kościół, jak również św. Dominik i szacowne 800 lat Zakonu Kaznodziejskiego, z jego świętymi i błogosławionymi (w tym tak bliską Ci Dianą). Co Ty na to? A tak w ogóle, mieszkając na Służewiu, czy nie myślałaś nigdy o tym, by przyłączyć się do miejscowej fraterni OP3? Moim zdaniem jest ona całkiem sensowna.
W ramach "przedstawienia się" podaję linki do paru stron mojego autorstwa:
http://eliasz.blog.pl
http://prawda-o-masonerii.blogspot.com
http://forumskala.alleluja.pl
http://forumskala.net
http://dominikanski.blogspot.com
naklejki mogły być z Wyborczej. opornik też wtedy był wklejony w Duży Format.
@Anonimowy
Dzięki za pozytywne słowo :)
@Eliasz
Dzięki za wpis i linki, pooglądam jak już wrócę do Wwy z wojaży (na razie jestem w trasie).
Co do przynależności do OP3 - na razie stwierdziłam, że to chyba nie tędy droga, nie mam też zresztą teraz czasu, aby w cokolwiek na poważnie się angażować. Coraz bliższa jestem zdaniu o. Jędrzejewskiego, który powiedział mi, że zamiast szukać jakiejś wspólnoty i się w nią angażować, lepiej jest przeczytać jakąś sensowną książkę.
Sensowna książka rzecz dobra, ale książka nie będzie się za Ciebie modlić, gdy będziesz w życiowych tarapatach, nie pożyczy Ci 1000zł w potrzebie, nie zabierze na porządne rekolekcje, nie da poczucia braterskiej wspólnoty, która pomaga w dążeniu do Boga... Ja bym tych spraw nie przeciwstawiał. Wiadomo, że bycie we wspólnocie to nie zawsze sielanka, ale z drugiej strony samotność w sprawach wiary, zwłaszcza w dzisiejszym zlaicyzowanym świecie, nie zawsze dobrze człowiekowi służy.
"Oto jak dobrze i jak miło, gdy bracia mieszkają razem; jest to jak wyborny olejek na głowie, który spływa na brodę [...], jak rosa Hermonu, która spada na górę Syjon: bo tam udziela Pan błogosławieństwa, życia na wieki." (Ps 133,1)
@Eliasz
Wcale nie przeczę, że tak jest.
Drogi Eliaszu, jestem w tej samej fraterni, w której do wczoraj była Andalo. Zapewniam Cię, że od dawna nie mam poczucia, iż jest to braterska wspólnota i nie pomaga mi ona w dążeniu do Boga. Działa wręcz odwrotnie. Poczucia bezpieczeństwa nie mam od kilku lat, więc o modlitwę nawet nie potrafię poprosić – w ważnych sprawach mam „pogotowie modlitewne” osób spoza fraterni. I nie wydaje mi się, żeby któraś z tych osób pożyczyła mi jakiekolwiek pieniądze w potrzebie. Im rzadziej jestem na spotkaniach tym lepiej się z tym czuję. Reszta wspólnoty chyba też, skoro nikt nie dzwoni ani nie pisze. O sensownej formacji nie ma co marzyć, bo przeczytanie encykliki przez osoby z wyższym wykształceniem jest problemem nie do pokonania. Dlatego przychodzę tylko na Msze św, a resztę realizuję poza fraternią.
@koziczka
Czegoś tu nie rozumiem. Sądząc po opisanym dalej spotkaniu Andalo z Jaremą i z Wami, jesteś ze Szczecina (Jarema jest także moim znajomym). Czyżby zatem Andalo, mieszkając w Warszawie, należała do wczoraj do szczecińskiej fraterni dominikańskiej? Tymczasem z tego, co pisze na blogu, wywnioskowałem, że związana była ze Szkołą Wiary, która powstała przy warszawskiej fraterni, działającej na Freta. Zatem nie wiem, o której fraterni piszesz.
Jak by nie było, to fakt, że we fraterniach dzieje się różnie. Ja mam akurat dobre doświadczenia z "tradycyjnie zorientowanej", warszawskiej fraterni działającej przy klasztorze św. Józefa na Służewiu. Na studium też nie mogę narzekać - w tym roku był np. św. Tomasz z Akwinu, św. Bernardyn ze Sieny, św. Ludwik z Grenady. Dwa razy do roku odbywają się wyjazdowe rekolekcje. Więc naprawdę formacja jest dość "konkretna".
Nie bardzo rozumiem, co znaczy, że "nie masz poczucia bezpieczeństwa" - to brzmi, jakbyś się przez tę swoją wspólnotę czuła wręcz zagrożona? Trudno mi powiedzieć, jaka jest recepta na złe funkcjonowanie fraterni. Na pewno potrzeba wielkiej modlitwy i nawrócenia wszystkich jej członków. No i mocnej wiary, że św. Dominik uprosi łaskę uzdrowienia dla tej Waszej gałązki drzewa, które zasadził 800 lat temu. W końcu bycie w Zakonie jest jak małżeństwo - jeżeli dzieje się źle, odejście nie jest tym właściwym rozwiązaniem.
@Eliasz
Obie rzeczy to prawda. Byłam związana z fraternią na Freta i z ekipą DSzW. Potem ekipa DSzW próbowała założyć własną fraternię, ale to nie wyszło. Potem było trochę przerwy, a potem przez rok zaocznie należałam do fraterni w Szczecinie. Obecnie jestem bezfraterniowa.
Czy to nie jakiś znak, że w przedzień Twojego wystąpienia ze szczecińskiej fraterni, nic o tym nie wiedząc, Twoim blogiem zainteresował się ktoś z fraterni na Służewiu? I to właśnie nie gdzie indziej, tylko na Służewiu, czyli tam gdzie mieszkasz? Ja oczywiście tak to właśnie, "na naszą korzyść" interpretuję: gdy Ty próbujesz oddalić się od Zakonu, Zakon idzie sam za Tobą, szukając Cię:) Ty szukałaś daleko (Szczecin), a to co bliski (Służew), samo Ciebie znalazło. Jak dla mnie, zastanawiające...
@Eliasz
Dużo ostatnio w moim życiu było takich sytuacji, które wydawały się być znakami, a ostatecznie okazało się, że zapowiedziały dokładnie odwrotną sytuację. Dlatego wolę nie doszukiwać się kolejnych ;-)
Czasami są to znaki, które jednak bardzo trudno jest rozpoznać, najczęściej ich zrozumienie przychodzi po jakimś czasie, a czasami jest to tylko myślenie magiczne, które ma uprawdopodobnić to, jak chcę przeprowadzić swój zamiar.
Prześlij komentarz