poniedziałek, 15 czerwca 2009

Szymon Hołownia promuje koncert Madonny?

Spekulacje, że data sierpniowego koncertu Madonny w Polsce - 15 sierpnia - została wybrana nieprzypadkowo i że organizatorzy bardzo liczą na szum i protesty ze strony zagorzałych obrońców katolicyzmu, pojawiły się już dawno. Standard. W zeszłym roku mieliśmy kampanię pewnej firmy odzieżowej, która liczyła dokładnie na to samo. Dodatkowy medialny szum ze strony protestujących organizacji katolickich. Podczas, gdy najlepiej byłoby im tego szumu odmówić. Niech się męczą prowadząc standardowe działania promocyjne: wysyłając informacje prasowe oraz organizując spotkania dla prasy i niech potem męczą dziennikarzy o każdą publikację. Dlaczego my, katolicy, mamy im w jakikolwiek sposób ułatwiać sprawę?

No i otwieram ja sobie dzisiaj moją maszynkę i patrzę, co ciekawego pojawiło się w mediach. Mój ulubiony dziennikarz, Szymon Hołownia, rozpacza nad terminem koncertu Madonny - tutaj link do streszczenia w Dzienniku , na razie nie mam dostępu do oryginału w Newsweeku. Tia. Przypuszczam, że teraz sporo osób chętnie pójdzie na koncert chociażby dlatego, że będzie to miało posmak czegoś zakazanego i będzie szeroko oprotestowane przez przebrzydły ciemnogród (teoria reaktancji z psychologii się tutaj kłania). Wizerunek Polaka-ciemnego-katolika jeszcze bardziej się ugruntuje. Brawo!

PS. Dla skomplikowania sytuacji: jednym z patronów medialnych koncertu jest nie kto inny, tylko stacja TVN...

29 komentarze:

czarownica pisze...

A nie przyszlo nikomu do glowy, ze przy artyscie tej miary (i nie ma tu znaczenia, co mysle o tworczosci pani M.) organizator z tak poteznego i wielkiego kraju jak Polska grzecznie bierze date, jaka daja?
Nie, lepiej spiskowa teorie dziejow dorobic...
Polsy katolicy swietsi od Papieza i Boga samego nawet, jak zwykle. Zajezdza Jorgiem (czy jak mu tam bylo) z "Imienia rozy", tym co to radowac sie zabranial.

Boze, Ty to widzisz, co sie w tym kraju dzieje, i nie grzmisz?

Co by w multireligijnych spoleczenstwach bylo - w Ramadanie nie mozna, Chanukah nie mozna, w Diwali nie mozna, w Wielki Piatek nie mozna...
BTW: w multikulturowym srodowisku UK, Wielki Piatek jest dniem wolnym od pracy, a w katolickiej Polsce nie - ot, paradoks...

jaqb pisze...

i pięknie jest ;P

http://jaqbonline.blogspot.com/2009/06/powiedzmy-ze-koncert-madonny-cakowicie.html

andalo pisze...

@Czarownica
To są fachowcy od promocji, wiedzą, jak zrobić rozgłos. Na pewno konsultują się z krajowymi przedstawicielami i rozmawiają o kilku datach. Możliwe, że gdy padła propozycja, stwierdzili, że jest sensowna, bo można jeszcze podkręcić atmosferę, bo na pewno w tak powalonym kraju ktoś się o to przyczepi. Wokalistka jest przecież znana z tego, że wywoływanie skandali wokół koncertów jest jej ulubioną metodą rozgłosu. W przypadku wspomnianej firmy odzieżowej ich rzecznik oficjalnie też oficjalnie się tłumaczył, że "nic złego nie mieli na myśli i nikogo nie chcieli obrażać". Nieoficjalnie w środowisku było wiadomo co innego - pojawiło się zresztą parę analiz w prasie branżowej i poważnej prasie opiniotwórczej na ten temat :) No nic, trzeba teraz zaczekać, co napiszą tym razem i jak sprawa się wyjaśni.

No w każdym razie niezależnie od daty koncertu zgadzam się, że to, co wyprawiają organizacje katolickie (i niektórzy dziennikarze) to jest przegięcie. Przecież prawie codziennie w kalendarzu liturgicznym jest jakieś święto i trudno wycelować tak, aby żadnego nie było. A zarazem robienie szumu wokół tego to tylko przysługa dla organizatorów oprotestowanego wydarzenia. Nic więcej.

A propos Wielkiego Piątku - wolne czy nie wolne, dla mnie to nie jest przeszkoda, aby pójść wieczorem do kościoła.

Simon pisze...

Jak widzę - wszyscy dziś w tym samym temacie piszemy :)

Wg mnie w całej tej sprawie większym skandalem jest samo robienie hałasu wokół wydarzenia, niż sam koncert. A przecież wystarczyło pomilczeć ze spokojnym dystansem, jak w przypadku kinowej premiery "Aniołów i demonów"...

czarownica pisze...

Toc wiem, ze na msze sie da nawet po pracy - znaczy w Polsce, bo gdzie indziej to juz niekoniecznie, jesli pracuje sie do 18, do kosciola jakies 25 km, a msza tez na 18;)

Bardziej chodzilo mi o to, z w Polsce, kraju - jakby nie bylo - katolickim w prawie 100%, wolne jst 1 maja, a Wielki Piatek nie.

andalo pisze...

@Simon
A czytałeś najnowszą wypowiedź Nycza? Załamka...

@Czarownica
Zawsze można wziąć urlop ;-> Ktoś mnie kiedyś zresztą w tej sprawie upominał z okazji transmisji pogrzebu JP2?

czarownica pisze...

W mojej branzy to nie taka prosta sprawa, wziac urlop kiedy sie chce.
A jak sie ma dzieci na swoim wylacznym utrzymaniu, to focha sie nie strzela, tylko bierze, co i kiedy daja;)

Mary pisze...

ja w ogole nie rozumiem o co to całe halo. Kto chce idzie na koncert, kto chce sie modli i juz. Po co to wszystko?
tak btw, ja osobiscie juz mam dosc puszczanych na cały full mszy w miescie z jasnej Gory, kiedy sie idzie centrum wlasnych mysli nie slychac.

andalo pisze...

@Czarownica
a jak nie było dzieci na wyłącznym utrzymaniu, a do kościoła było, to ksiądz spieszył się na obiad.

@Mary
Też tak uważam. A są tacy, którzy pójdą na jedno i drugie i też się nie będą przejmowali. A co do nagłośnienia w Częstochowie - racja. Msza to nie koncert muzyki rozrywkowej.

czarownica pisze...

Ano spieszyl sie - zadne to celebrowanie bylo, tylko odklepywanie byle predzej, mechaniczne, bylejakie.

A ze mnie sie nie chcialo i nadal nie chce, to inna sprawa. I trudno, moze nie frekwencja bedzie najwazniejsza w ostatecznym rozrachunku. A jesli nawet, to przynajmniej towarzystwo bedzie ciekawsze;)

andalo pisze...

@Czarownica
Trzeba było wsiąść w samochód i jechać do Gdańska. Tam na pewno jest parę kościołów, gdzie księża mają większy szacunek do liturgii.

Co do frekwencji. Tu nie chodzi o uczęszczanie na zasadzie zaliczenia na studiach. To jest tak jak z przyjaźnią - że skoro ktoś jest dla Ciebie ważny, to chętnie się z nim spotykasz czy świętujesz z nim ważne dla niego rocznice. I ostateczny rozrachunek wcale nie będzie dotyczył tego, ile razy byłaś na mszy, tylko tego, czy w ogóle przyjęłaś zaproszenie do przyjaźni (i potem się o nią starałaś), czy je odrzuciłaś.

czarownica pisze...

Nie trafia do mnie to wyjasnienie, wiesz dlaczego?
Bo w przyjazni nie potrzebujesz posrednika, a w religii tak. I to ten posrednik stara sie wmowic ci, ze tylko jego interpretacja jest wazna i jedynie obowiazujaca, a ty jestes sam za glupi, zeby bez swiatlego przewodnictwa sobie poradzic. Swiatle przewodnictwo jest oczywiscie powiazane z profitami i wladza, posrednictwo dawno stalo sie dzialanoscia marginalna.

Powiedz mi gdzie w dekalogu jest mowa o regularnym uczestniczeniu we mszy, bo nie widze?

andalo pisze...

@Czarownica
Bo wiara jest przede wszystkim osobistą relacją. I wtedy spełnianie wymagań po prostu przychodzi samo.

Swoje dzieci możesz też sama uczyć w domu, bo przecież nie potrzebujesz pośredników, prawda? I instytucja szkoły nie jest przecież potrzebna, prawda? Przecież tam jest tylko przemoc, alkohol, narkotyki, beznadziejni niedouczeni nauczyciele, i dziecko może tam spotkać same zło. A wszystkiego przecież można i tak dowiedzieć się z książek.

Poza tym z tego, co obserwuję w moim bliskim otoczeniu, największy problem z instytucjami religijnymi mają zazwyczaj te osoby, które nie spełniają ich wymagań i od nich pochodzi największa i najostrzejsza krytyka. Dlaczego? Przecież jeśli nie spełnia się ich wymagań, to po co w ogóle się tym przejmować? Po co krytykować instytucję, która je stawia? Czy to poprawia własne samopoczucie na zasadzie "to oni są winni, że ja mam problemy w relacji z Bogiem?".

Tak w ogóle polecam dzisiejszy Tygodnik Powszechny - http://tygodnik.onet.pl/32,kategoria.html

W Biblii napisane jest: "Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić" (Wj 20,8)

czarownica pisze...

Czy uswiecic = isc na msze?

Czy instytucje religijne moga podlegac tylko krytyce swoich zwolennikow? No halo.

Z edukacja domowa nie trafilas - jestem jej wielka zwolenniczka:)
Szkola rzeczywiscie nie jest do niczego potrzebna (a czasami nawet lepiej zeby dziecko uniknelo spotkania z niektorymi "nauczycielami", jak Twoj wychowawca np. - chyba nie zaprzeczysz?) i jest stosunkowo nowym wynalazkiem.
Dziecko moze uczyc sie w domu, ale niekoniecznie tylko z ksiazek. I co ciekawe, dzieci uczone w domu osiagaja znacznie lepsze wyniki i znacznie lepiej sa przygotowane do zycia w spoleczenstwie (wbrew pozorom). Mam kontakt z ludzmi uczacymi dzieci w domach, jak chcesz o tym wiecej poczytac, to sluze linkami.

Aha, z korektorskiego nawyku: "samo zlo", nie "same".

andalo pisze...

@Czarownica
Uświęcić oznaczało ogólnie traktować dzień święty w taki sposób, w jaki to precyzowała Biblia. Pięcioksiąg jest pełen szczegółowych opisów i zaleceń. Jak wiesz, chrześcijaństwo opiera się przede wszystkim na NT i przez jego pryzmat odczytuje ST. Chrześcijaństwo wypracowało sobie też własne rytuały religijne, niekoniecznie takie same jak judaizm. I dla chrześcijan to przykazanie oznacza przede wszystkim żeby święcić niedzielę w taki sposób, w jaki to jest uznane w danej denominacji. Ważną i istotną sprawą w chrześcijaństwie, o czym jeszcze nie napisałam, jest przeżywanie wiary we wspólnocie. Czyli modlitwa za inne osoby i proszenie innych o modlitwę, wspólna modlitwa z innymi, ale też wzajemne prowadzenie się w wierze. I do tego jest cotygodniowa Msza. Bardzo dobrze jej sens tłumaczy film "Biała sukienka" - prościej już chyba pokazać tego nie można.

Owszem, nie odmawiam prawa do krytyki niezrzeszonym. Co więcej, jak mawia mój spowiednik (patrz wypowiedź na końcu tekstu o antyklerykałach), z zewnątrz lepiej widać pewne rzeczy. Tylko ponawiam pytanie: dlaczego najsilniejsza i najostrzejsza jest u tych, którzy z nauczaniem danej instytucji religijnej są na bakier?

No dobrze. Popierasz szkołę w domu. Ale w takim razie dlaczego tylko w teorii?

Wiesz, to że miałam wychowawcę psychopatę, oznaczało między innymi to, że przestałam śpiewać. Na długie lata. I to musiał być już mój własny wysiłek i walka ze słabością, żeby zacząć znowu. Ludzie są niedoskonali i ich postępowanie może być raniące. Ale moim zadaniem jest przezwyciężać w sobie te rany. A nie założyć ręce i narzekać, że nie umiem, bo miałam złych nauczycieli (i zawzięcie krytykować szkolnictwo).

andalo pisze...

@Czarownica
Co do błędów językowych - posłużę się cytatem z opisywanej tu kiedyś anegdoty: "tylko Allah jest doskonały".

czarownica pisze...

No ja zawziecie samego szkolnictwa nie krytykuje, tylko idiotow, mieniacych sie "nauczycielami", ktorych niestety w szkolach jest przytlaczajaca wiekszosc, sama wiesz.
To, ze Tobie sie udalo przezwyciezyc lek, wstyd czy cokolwiek to bylo, przed spiewaniem, to swietnie.
Tym niemniej nie daje to podstaw do twierdzenia, ze trzymanie w szkole Twojego wychowawcy bylo prawidlowe. W koncu znalazl sie odwazny, co go wyp... na zbity ryj, a co powinno bylo nastapic duzo wczesniej.
I nie zgodze sie, zeby w stosunku do nauczycieli obowiazywala taryfa ulgowa, bo "ludzie sa niedoskonali". Sorry, z za delikatna materie maja do czynienia, zbyt wiele moga nieodwracalnie napsuc.
Nie nadaje sie - won. Tyle, ze nie ma z kogo wybierac przy tak zalosnych pensjach. I kolo sie zamyka.

Uczenia w domu czynnie poprzec nie moge z jednego prostego powodu - nie stac mnie na rezygnacje z pracy.

"Tylko ponawiam pytanie: dlaczego najsilniejsza i najostrzejsza jest u tych, którzy z nauczaniem danej instytucji religijnej są na bakier?" - to jest tylko i wylacznie Twoja opinia - mozesz przedstawic jakis dowod, ze tak jest?
Bo teza oparta na obswerwacji wlasnego otoczenia:

"Poza tym z tego, co obserwuję w moim bliskim otoczeniu, największy problem z instytucjami religijnymi mają zazwyczaj te osoby, które nie spełniają ich wymagań i od nich pochodzi największa i najostrzejsza krytyka. Dlaczego?"

to troche za malo. Za mala proba reprezentatywna, o czym doskonale wiesz.

A w artykule, do ktorego link podalas, wyraznie podkreslaja, ze coraz wiecej antyklerykalizmu pochodzi z wewnatrz wspolnoty, wiec moze nie do konca masz racje.

Co do przezywania wiary we wspolnocie, zgadzam sie, moze to byc wazne i potrzebne wierzacym. Ale nadal nie tlumaczy nakazu uczestniczenia we mszy, ktory to pojawia sie wyraznie w 5 przykazaniach koscielnych. Nie boskich.

Z perspektywy wiele rzeczy wyglada inaczej - w Polsce masz KK i nielicznych innowiercow, garstke ateistow, a ksieza sa wszedzie. Nawet oczyszczalnie sciekow musza poswiecic przed otwarciem (sama widzialam).
A potem zmieniasz miejsce i widzisz muzulmanskie kobiety w chustach, ortodoksyjnych Zydow w tradycyjnych strojach, uczestniczysz w rozpoczeciu chinskiego Nowego Roku. Pracujesz i spotykasz sie z ludzmi innych wyznan oraz niewierzacymi. I nagle docieraja do ciebie te wszystkie idiotyzmy o wyjatkowej roli KK, chrzescijanstwa, Matki Boskiej z Czestochowy, itd. Ci inni ludzie tez przeciez wierza, ze ich bogowie i ich religie sa jedynie sluszne i wyjatkowe. A potem slyszysz i czytasz o zamiataniu przez lata pod dywan pedofilii ksiezy i wielu innych sprawkach urzednikow kosciola. Nic dziwnego, ze zaczynasz nabierac dystansu do instytucji, ktora w kosciele zdominowala wspolnote.
Z kosciolem w Polsce jest jak z mniejszosciami seksualnymi - jesli tylko odwazysz sie cokolwiek negatywnego powiedziec, to od razu jest krytyka, jak nie napasc.

czarownica pisze...

Nikt nie jest doskonaly, ale to nie powod, zeby sie nie starac poprawic;P

Mary pisze...

ja przepraszam że się wtrącę, ale dyskusje tego typu moga się ciagnąć godzinami. każdy ma swoje argumenty czy też ich brak, po co się zapętlać? religia, chrześcijaństwo, kościół - każdy robi z tym co chce, jak chce.
po co na siłę przekonywac kogoś do czegoś? nie kumam. robi sie to niebezpieczne :))

andalo pisze...

@Czarownica
Ale ja też jestem momentami antyklerykalna - patrz notki o postępowaniu biskupów, chociażby miszcza z Olsztyna czy ze Szczecina.
Napisałam, że każde wyznanie chrześcijaństwa, święcenie dnia świętego rozumie po swojemu, a Żydzi rozumieli po swojemu. Katolicy mają msze, protestanci mają niedzielne nabożeństwa (i też przykładają dużą wagę do regularnego uczestnictwa w nich, chociaż nie pod karą grzechu). Wątek wspólnoty i wspólnego świętowania często pojawia się w NT - chociażby Ostatnia Wieczerza albo powracający symbol uczty. Przykazania kościelne to już szczegółowa wykładnia dla katolicyzmu. Więc w czym problem?

Zgadzam się, że katolicyzm ludowy (a to mamy w Polsce, bo jest to religia wyznawana przez większość społeczeństwa) jest często wypaczony, pełen bzdur (chociażby protesty w sprawie koncertu Madonny), nietolerancji dla inności oraz braku umiejętności przyjmowania krytyki. I mi samej wiele różnych rzeczy się nie podoba. Ale jestem świadoma, że tak jest w popularnej wersji każdego wyznania religijnego. Jak wiesz, przez parę lat rozważałam konwersję na protestantyzm, bo wydawało mi się, że jest w mniejszym stopniu wolny od bredni niż protestantyzm. Przeszło mi, jak zobaczyłam kreacjonistyczne broszurki, które przyniosła jedna z koleżanek, i gdy usłyszałam opowieść o tym, jak wyglądała od środka wspólnota w kościele protestanckim - z ust osoby, która również przez długi czas zastanawiała się nad konwersją. Zrozumiałam, że głupota jest wszędzie. Ale też w każdym wyznaniu jest możliwość wyboru - wszędzie i intelektualiści, i przeciętniacy znajdą swoje miejsce.

Co do tego, czy dana religia ma rację, czy jej nie ma. Jestem zdania, że trzeba być równocześnie tolerancyjnym dla innych, a zarazem pielęgnować swoją tożsamość. Skoro została mi dana ta droga, to albo ją ostatecznie odrzucam (wybierając inną), albo ją wybieram (świadomie i dojrzale), ale nie zwalam braku decyzji na zbyt dużą różnorodność możliwości w otoczeniu albo niedociągnięcia samego wyznania. Mi koleżanka powiedziała kiedyś, że nie chodzi o wybranie sobie wyznania, które najbardziej będzie nam pasowało tylko o wiarę. I nie z rytuałów będziemy rozliczani (Bóg nie księgowy), ale z braku jednoznacznego opowiedzenia się.
I więcej się powtarzać nie będę :)

czarownica pisze...

No teraz to jakos sensowniej brzmi:)

Ale nie rozumiem nadal - koniecznie trzeba przynalezec gdzies? Nie mozna byc wierzacym bez uczestniczenia w zadnym zastanym ruchu religijnym albo stworzyc sobie wlasnego (tego to akurat rozumiem dlaczego nie mozna - bo odbiera kase istniejacym, vide: nagonka na scjentystow i roznych innych od Moona)?

Bo dla mnie to:
"Mi koleżanka powiedziała kiedyś, że nie chodzi o wybranie sobie wyznania, które najbardziej będzie nam pasowało tylko o wiarę. I nie z rytuałów będziemy rozliczani (Bóg nie księgowy), ale z braku jednoznacznego opowiedzenia się."
to znowu tylko czyjas opinia.
Ani kolezanka nie wie, ani kolega, ani proboszcz, ani papiez, ani dalajlama, ani inny ajatollah.
Nie wiedza. Moga co najwyzej przypuszczac.

andalo pisze...

@Czarownica
Ale wierzącym w co?

Poza tym, chyba chodziło Ci o scjentologię: http://pl.wikipedia.org/wiki/Scjentologia
a nie scjentyzm:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Scjentyzm
?

"We cannot assure anything in this world", jak filozoficznie stwierdziło nasze zagraniczne wsparcie techniczne. Ja też mogę przypuszczać. I na tym właśnie polega wiara. Nie da się jej udowodnić naukowo (bo wiara jest innym rodzajem poznania). Nie da się zobaczyć tego, w co się wierzy, dotknąć, zważyć i zmierzyć. Można tylko przyjmować, że jest.

czarownica pisze...

Tak, scjentologow, machlam sie:)

Wierzacym w sile sprawcza, istote wyzsza, Wielki Sufit, Boga, jakichkolwiek by nazw nie stosowac.

Z tym, ze nikt nie wie, nie chodzilo mi o istote wiary, bo wiara, jak sama nazwa wskazuje, nie podlega dowodom.
Ale nikt nie wie jak i z czego bedziemy rozliczani (jesli bedziemy), wiec to takie troche jakby wchodzenie w czyjes kompetencje?
Nie wiem, zawsze mnie to zdumiewalo, taka pewnosc niektorych ludzi, ze wiedza czego Bog chce i co mysli, a przeciez z definicji jest niepojety.

andalo pisze...

@Czarownica
Jak to nie wiemy? Biblia do łapki, poczytaj Nowy Testament, i zobacz, jak wyglądały spotkania Jezusa z ludźmi. Przeczytaj też koniecznie rozmowę Jezusa wiszącego na krzyżu, z łotrami - to jest Ewangelia Łukasza. I koniecznie koniecznie rozmowę Jezusa z Samarytanką przy studni. Przeczytaj, i przemyśl. A potem możemy dalej dyskutować :)

scarabee pisze...

naprawde nie sadze, zeby ktokolwiek poszedl na ten koncert, bo to zakazany owoc. pojdzie ten, kto chce i kogo stac na piekielnie drogi bilet. to nie darmowa impreza, zorganizowana li w celu pokazania srodkowego paluszka Kosciolowi w Polsce.

podobne argumenty pojawialy sie w Krakowie przy okazji Selectora, organizowanego w rocznice papieskiej mszy na Bloniach.

eliasz pisze...

"Dodatkowy medialny szum ze strony protestujących organizacji katolickich. Podczas, gdy najlepiej byłoby im tego szumu odmówić. Niech się męczą prowadząc standardowe działania promocyjne [...]teraz sporo osób chętnie pójdzie na koncert chociażby dlatego, że będzie to miało posmak czegoś zakazanego i będzie szeroko oprotestowane przez przebrzydły ciemnogród [...] Wizerunek Polaka-ciemnego-katolika jeszcze bardziej się ugruntuje."

A ja sądzę, że jako katolicy powinniśmy, a wręcz zobowiązani jesteśmy bronić czci Matki Bożej i zawsze protestować przeciwko organizowaniu bluźnierczych i uwłaczających Jej koncertów, a już szczególnie w dniu Jej święta. I to wcale nie oglądając się na to, czy wywołany w ten sposób "szum" napędzi organizatorom jeszcze więcej antykatolicko nastawionej klienteli, czy też nie, bo czyjś zysk albo strata finansowa to sprawa zupełnie nieistotna w porównaniu z kwestią, czy katolicki naród potrafi uszanować święto Matki Chrystusa, a w przypadku Polski, także swojej Królowej.

Myślę, że popularny schemat "nie róbmy im dodatkowej reklamy przez protesty" jest mentalnym "koniem trojańskim" podsuwanym katolikom przez wrogów Kościoła. To tak, jakby w czasie wojny wróg rozrzucił ulotki: "nie brońcie się, bo wtedy będziemy was jeszcze zacieklej atakować".

Jeżeli jako ludzie wiary nie będziemy bronić swoich świętości, spodlimy się, bo brak sprzeciwu wobec bluźnierców jest cichym przyzwoleniem na uwłaczanie temu, co dla nas najdroższe, oznaką naszej małości i obojętności, nie zaś roztropności.

I cóż z tego, że broniąc czci Maryi uznani zostaniemy przez kogoś za "ciemnych Polaków-katolików"? Czy szacunek wobec sacrum to objaw "ciemnoty", zaś pogardzanie i pomiatanie nim ma stanowić oznakę "oświecenia"? Nie dajmy sobie poprzestawiać pojęć w duchu wojującego laicyzmu!

Więcej na ten temat w artykule s. Marii Kominek OPs:

http://krajski.com.pl/712mkswetokrad.html

andalo pisze...

@Eliasz
Ja upieram się przy swoim. Protestami niczego się nie osiągnie. Artystów skandalistów trzeba ignorować - no, chyba, że przeginają, tak jak pewna grupa death metalowa, której piosenki nawołują do nienawiści na tle religijnym. A jeśli już protestować, to w taki sposób, aby nie napędzać im dodatkowego szumu.

ania pisze...

Andalo, bardzo Cię lubię - troche już Cię znam dzięki blogowi, ale nie zgadzam sie z Twoją oceną reakcji Szymona na koncert Madonny. mimo wszystko bardzo serdecznie Cię pozdrawiam z LUblina! - Ania

Anonimowy pisze...

"W związku z nasilającymi się pytaniami pragniemy zapewnić wszystkich, że nie było absolutnie niczyją intencją urażenie kogokolwiek, gdy w lutym, podejmowano decyzję o terminie koncertu Madonny w Polsce. Ustalenie terminów koncertów związane jest ze skomplikowaną procedurą logistyczną, przenoszeniem całej produkcji z jednego kraju do drugiego w całej Europie, a trudności w pogodzeniu wszystkich kwestii logistyczno-produkcyjnych rodzą ograniczenia co do doboru daty koncertu w danych miastach i obiektach koncertowych. Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim za zrozumienie tej kwestii" - napisano w oświadczeniu wydanym przez organizatora koncertu Madonny Live Nation.

Ludzie, naprawdę , wystarczy trochę pomyślec. Madonna jest gwiazdą światowego formatu, nie możemy przebierać sobie w datach, bo nasz kraj nie jest jedyny. Wystarczy spojrzeć w kalendarz S&S, a zobaczycie, że wcześniejszy koncert jest w Pradze ( dla niewiedzących o co mi chodzi, to mówię: Czechy są blisko Polski). Z widzenia punktu logistycznego, byłoby bez sensu jeździć po całej Europie raz tu raz tam, bo komuś to jedna data nie odpowiada to druga. Równie dobrze, każdy może powiedzieć i zarzucić organizatorom, że wybrali niestosowną datę, bo to syn ma ślub, a to coś innego. Z drugiej strony, kto wam karze iść na ten koncert ?!?! Nie odpowiada wam termin, nie idźcie. Nikt wam nie karze, każdy robi to na co ma ochotę. Poza tym dziwie się, że media nagłaśniają całą tę sprawę dodając do różnych materiałów zdjęcia z poprzedniej trasy Madonny (czytaj: okładka Newsweeka). Trasa Sticky& Sweet tour naprawdę nie zawiera żadnych momentów, nawiązań do religii, które to mogłyby urazić kogoś z nas. Wystarczy wejść na youtube, obejrzeć jeden z filmików, a zobaczycie, że w żaden sposób ten koncert nie obrazi Was, wrażliwych katolików robiących afere z niczego. Sam jestem katolikiem, ale na koncert się wybieram. Mogę pójść i do Kościoła i na koncert. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.