Przez dyskusję z chłopakami, którzy wydają się nie rozumieć, że bycie kobietą jest czymś innym niż bycie mężczyzną, i tego, co im przychodzi łatwo i wydaje się oczywiste, my musimy się dopiero nauczyć - chociażby w oparciu o takie książki, jak "Zołzy", pomyślałam, że napiszę, jak wygląda kobiece stawanie się dorosłą i jakie napotyka się w tym przeszkody. Odwołując się głównie do własnych doświadczeń, ale też tego, co słyszałam od innych kobiet, na warsztatach psychologicznych, czy też gdzieś przeczytałam.
1. Chcemy być piękne. Każda z nas. Która nie kocha sukienek i zabawy w strojenie się przed lustrem, grzebania w kosmetykach mamy i zakładania jej o wiele za dużych szpilek? Po prostu się tym cieszymy. Jednak z postępującą socjalizacją dowiadujemy się, że istnieje jakiś kanon urody, do którego koniecznie musimy przystawać. Najbardziej okrutne pod tym względem są media, prezentujące zdjęcia wychudzonych i wyczyszczonych w programach graficznych piękności. Ile to się trzeba ze sobą nawalczyć, żeby się przekonać, że w normalnym życiu to nie jest możliwe. Że kobiety z okładek spotkane na zakupach wcale nie wyglądają tak, jak na okładkach. Tak samo, jak trzeba się nawalczyć, aby się przekonać, że nie pasujemy do charakterologicznego ideału kobiecości (i mimo to jesteśmy stuprocentowymi kobietami). Że na "100 porad, jak..." jesteśmy w stanie zastosować się do jednej i jest to już wielki sukces. W którymś momencie odkrywamy, że najważniejsze jest bycie sobą. Dobranie sobie ubrań do figury, do naturalnej kolorystyki skóry, oczu i włosów oraz do własnych upodobań, a nie bezmyślne gonienie za modą, "bo wszyscy inni to już mają". Podążanie za własnymi gustami. Zrozumienie, że nie musimy być idealnymi matkami, żonami, kochankami, pracownicami - wystarczy, jeśli będziemy wystarczająco dobre i już.
2. Chcemy spotkać księcia z bajki, który o nas zawalczy, a potem będziemy żyć długo i szczęśliwie. To rozwiąże wszystkie nasze problemy. Dojrzałość polega na nauczeniu się, że książę nie jest wcale lekarstwem ani namiastką nieobecnego psychicznie lub fizycznie tatusia. Najpierw musimy zająć się same sobą, tą małą dziewczynką siedzącą w środku każdej z nas. Bo ona jest w każdej z nas. I jak się o nią odpowiednio zatroszczyć, będzie twórcza, pełna radości i spontaniczności. Niezaopiekowana dziewczynka będzie wikłać się w kolejne toksyczne związki, nadużywać alkoholu, narkotyków, seksu, internetu, religii (też można!), objadać się, robić kompulsywne zakupy czy miewać nagłe odpały.
3. Poczucie własnej wartości. Nie odzywamy się na spotkaniach, nie wiemy, czy mamy coś sensownego do powiedzenia. Mężczyznom przychodzi to o wiele łatwiej - potrafią zagadać wszystkich, co więcej, potrafią opowiadać totalne bzdury z pewnym siebie wyrazem twarzy. My spaliłybyśmy się ze wstydu. Nie jesteśmy uczone stawiania na swoim, bronienia swoich granic, otwartego wyrażania agresji. To od razu wychodzi na szkoleniach z samoobrony dla kobiet, gdzie największą barierą dla uczestniczek jest opór przed uderzeniem drugiego człowieka oraz głośny wrzask. Dojrzewanie dla nas polega zatem na wychodzeniu z cienia, na zabieraniu głosu, na bronieniu swoich racji, na stawianiu i zaznaczaniu swoich granic, bez względu na akceptację otoczenia lub jej brak. Wiecie, jak mi trudno było prowadzić dyskusję z Jaremą, Marcinem i Eliaszem, wiedząc, że reprezentujemy całkowicie skrajne poglądy? Bo naturalnie dążyłabym do zgody. To widać bardzo w relacjach damsko-męskich, kiedy to my zazwyczaj jesteśmy tą stroną, która łatwiej ulega, podporządkowuje się, poświęca się dla dobra ogółu, pierwsza wyciąga rękę do zgody, więcej wybacza, kładzie nacisk na współpracę, a nie na otwarty konflikt. Tymczasem musimy też nauczyć się trwania w konfliktach. One często też mogą być bodźcem do zmian na lepsze.
4. Macierzyństwo. Niektóre z nas mają to od początku. Bawią się lalkami, chętnie zajmują się młodszymi dziećmi, opowiadają, że będą miały dzieci własne i faktycznie, szybko wychodzą za mąż i rodzą dzieci. Innym przychodzi to z czasem, nawet bardzo późno (i pogląd, że macierzyństwo koniecznie do trzydziestki odchodzi do lamusa).
Macierzyństwo też może mieć różne wymiary. Najbardziej oczywiste to posiadanie własnych dzieci. Może być też jednak poświęcaniem się dla innych, obcych, cierpiących i pokrzywdzonych. Wsparciem i pomocą przyjaciołom w ich codziennych sprawach. Z czasem uczymy się tego, że coraz bardziej ważna nie jest doskonałość w byciu matką - jak chciałyby od nas poradniki i media - ale bycie wystarczająco dobrą matką, zaufanie do siebie oraz znalezienie wsparcia w innych kobietach.
5. Wspólnota kobiet. Z czasem uczymy się odkrywać siłę, jaka z niej płynie. Że mamy swoje rozmowy o ciuchach i kosmetykach, w które mężczyzn lepiej nie angażować. Że na zakupowe łowy najlepiej wybrać się z koleżanką, aby oszczędzić swojemu mężczyźnie wystawania pod sklepem ze smętną miną (widziałyśmy z Elą w Złotych Tarasach taki wianuszek panów pod każdym sklepem z damską odzieżą). Że dobrze jest spotkać się z przyjaciółkami czy pochodzić na zajęcia w babskiej grupie. Że kobiety to nie tylko zawiść i plotki, dąsy i fochy, ale też źródło oparcia, zrozumienia, ciepła. Faceci naprawdę nie rozumieją, co to znaczy czekać na telefon od któregoś z nich czy zastanawiać się "czy na pewno mu się podobam taka, jaka jestem" (i dlatego nie rozumieją "Zołz"). Każda kobieta, która kiedykolwiek była zainteresowana jakimś facetem, zrozumie.
6. Mówienie o naszych potrzebach. Uważamy, że to inni powinni się domyślić, o co nam chodzi. Albo mówimy wszystkim, tylko nie tej osobie, której trzeba to powiedzieć. Albo nie umiemy mówić szczerze (zwłaszcza w sytuacji, gdy wiemy, że nie możemy liczyć na szczerość z tej drugiej strony). Oznaką dojrzałości jest otwarte mówienie o swoich potrzebach, bez względu na sytuację i dokładnie tej osobie, od której chcemy aby dla nas coś zrobiła. Ja ciągle się tego jeszcze uczę...
7. Nieoglądanie się na to, czy wypada, czy nie, tylko robienie swojego. Nie mówię oczywiście o sytuacjach, które są wykroczeniem przeciwko zasadom moralnym, bo to nie o to chodzi. Ale raczej drobiazgi typu samotne podróże, samotne wyprawy do kina, samotne przesiadywanie w kawiarni - te wszystkie sytuacje, do których wypadałoby mieć towarzystwo. Czy sytuacje, w których zasady ogólne nam mówią: nie wypada tego zrobić. Nie wypada mężczyzny zaprosić na kawę, bo wypada, aby to on zaprosił. Ja, wychowana w tradycyjnym patriarchalnym otoczeniu, gdzie koledzy ostro krytykowali koleżanki, które za nimi biegały, musiałam się tego w końcu nauczyć. Można zaprosić, ten, dla kogo jesteśmy naprawdę ważne, znajdzie dla nas czas (jak nie teraz, to kiedy indziej), co więcej - sam poszuka okazji do zrewanżowania się.
Tyle na razie przyszło mi do głowy. Wszelkie uzupełnienia i komentarze mile widziane.
…
6 godz. temu


2 komentarze:
uzupełniać nie będę,generalnie zgadzam się z tym co napisałaś:)
ja dojrzałam.jakiś czas temu:)
osobiście nie miałam oporów przed waleniem w tarczę(człowiek był za nią)i kopaniem na zajęciach samoobrony..ale to jednak nie był człowiek....
Masz w tym temacie jeszcze jeden post ode mnie na blogu Jaremy. Pozdrawiam.
Prześlij komentarz